Music Player

niedziela, 20 maja 2012

Kreta

Grecja to nie kraj, to stan umysłu o czym mogłam się przekonać będąc dwa tygodnie w pięknym miasteczku Kavros na zachodniej części wyspy Kreta. Czy ktoś to tutaj w ogóle przeczyta? Nie sądzę, jeśli jednak będę mile zaskoczona, a jeśli nie samą satysfakcję da mi wyżalenie się tu, bo wiem, że moi znajomi mają dość słuchania albo czytania o Krecie, w związku z czym wcale im się nie dziwie, ale co ja poradzę, że znalazłam moje miejsce na ziemi? Kolejne miejsce po Egipcie... a może nawet przed, w którym czuję się jak w domu. Lecąc tam byłam szczęśliwa, trochę zawiedziona, ze na tyle opuszczam przyjaciół, ale zadowolona, że od nich odpocznę, ironia? Ale tak właśnie się czułam. Wsiadając do samolotu miałam mieszane uczucia, ale kiedy rozległ się głos pilota "rozpoczynamy podejście do lądowania na lotnisku w Heraklionie" tak po prostu wyjrzałam przez okienko i kiedy zobaczyłam pod sobą błękitne morze i porozrzucane na nim wysepki poczułam, że to jest to. Liczne znajomości tam nawiązane wychodziły czasem na plus, czasem na minus, ale liczy się, że spotkałam tam takie osoby, które po prostu pokochałam, za którymi tęsknie, ale mam z nimi kontakt i mam nadzieję, że zobaczę się z nimi jak najprędzej. Jak to Jagoda napisała "jeszcze razem wypijemy w tym roku", aż żal nie dodać "ale koniecznie w tym samym miejscu". Staram się być optymistką, może robię dobrą minę do złej gry, ale wierzę. Wierzyłam już w samolocie poprzez łzy, że usłyszę za niedługo ponownie teksty "rozpoczynamy podejście do lądowania na lotnisku w Heraklionie", "co ty mówisz?" czy "ale po angielsku mów!" by Ridvan... a nawet Abdula i jego nawijanie o seksie. Tam postawiłam przede wszystkim na zabawę i relaks. I się udało. Spełniłam swoje marzenie, obyło się bez problemów, nie to co w Egipcie, było wielkie picie z wylądowaniem w basenie... i to wszystko dawało mi tam siłę, którą miałam nadzieję, zachować tutaj, ale nie potrafię, bo zbyt często mi serce skręca z tęsknoty gdy pomyślę o tej wyspie i małej miejscowości Kavros. Wszyscy mogliby uznać, że nie jest to normalny kraj, ja to zdanie podzielam, bo w którym normalnym kraju jest jak w Grecji? w Grecji, gdzie na pięć osób przypada jeden grek, jak dobrze pójdzie. Poznać jednego greka, czterech albańczyków i dwóch marokańczyków w jednym miejscu też sztuka. Za to kocham to miejsce. I wracam tam, nie ma innej opcji. Wierzę, wierzę, wierzę ...


 Towarzyszki wszelkich zabaw, od lewej; ja, Marta, Kasia

 Kochany barman- Nicos

 Najukochańszy barman- Ridvan

 Głupie zdjęcie w pokoju też być musi

 miło tak zaraz po przylocie wejść do morza :)















Music Player